reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualnośći
aktualnośći
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
DECATHLON CUP
Galeria
Ekstraklasa
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
9 Liga
10 Liga
11 Liga
12 Liga
13 Liga
14 Liga
15 Liga
16 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
12:00

Doskonały przykład na to, że niezależnie od układu tabeli i wagi spotkania, trzeba grać do końca sezonu na maxa. Tylko Zwycięstwo i Dziki Młochów przed tym spotkaniem miały taką samą liczbę punktów, a ich bezpośredni pojedynek miał wyłonić drużynę, która zagra w Pucharze Ligi Fanów. Już pierwsza połowa pokazała, że będzie to mega zacięte spotkanie, a o przejęcie inicjatywy będzie bardzo ciężko. Jako pierwszy bramkarza rywali pokonał czołowy gracz ofensywy gospodarzy, Andrzej Morawski. W odpowiedzi akcją kombinacyjną popisał się duet Michał Dobiegała oraz Jacek Miracki, gdzie drugi z wymienionych graczy wykańczał akcję na 1:1. O swoim sprycie i inteligencji boiskowej znów przypomniał popularny „Andron”, który sprytnym wykonaniem rzutu wolnego obsłużył dobrze ustawionego Grześka Dybcio, a ten pewnym strzałem wyprowadził „TZ” na prowadzenie 2:1. Jednak tego dnia swój najlepszy mecz w sezonie rozgrywał Jacek Miracki, którego w kolejnym sezonie będziemy bacznie obserwować. Progres, jaki skrzydłowy ekipy z Młochowa zrobił od rundy jesiennej jest imponujący. Potwierdzeniem jego wysokiej formy było trafienie na 2:2, kiedy to po asyście od Przemka Skrzydlewskiego wpisał się na listę strzelców po raz drugi. Wynik pierwszej odsłony ustaliła bramka Dawida Banasiewicza, który po wyrzucie piłki z autu przez Kamila Prządaka skierował futbolówkę do siatki głową i mieliśmy 2:3 do przerwy. Zapowiadała się bardzo zacięta druga połowa, gdyż żadna z ekip nie pozwoliła rywalom na wyraźne przejęcie sterów w tej potyczce. Po zmianie stron podwyższenie na 2:4 stało się faktem, gdy po kolejnym, świetnym podaniu Przemka Skrzydlewskiego gola na 2:4 zdobył Kamil Prządak. Gospodarze jednak nie odpuszczali i cały czas starali się utrzymać wynik „na kontakcie”, co po raz kolejny udało się, gdy ładną asystą głową popisał się Grzesie, Dybcio, a dzieła na 3:4 dokończył nie kto inny, jak Andrzej Morawski. Wydawało się, że Tylko Zwycięstwo za chwilę dogoni wynik, jednak po raz kolejny świetny okres gry zaliczyli Jacek Miracki oraz Przemek Skrzydlewski. To właśnie ich akcja dała kolejne, dwubramkowe prowadzenie drużynie z Młochowa, a na listę strzelców wpisał się Przemek Skrzydlewski. Dosłownie chwilę później asystował on przy golu Kamila Prządaka na 3:6 i z uwagi na pozostały czas do końca meczu było raczej pewne, kto zgarnie tego dnia komplet punktów. Co prawda gola na 4:6 zdobył jeszcze grający bardzo dobry mecz Grzesiek Dybcio, jednak ostatnie słowo, zamykające kwestię wyniku tego meczu, należało do wybranego później na MVP kolejki Jacka Mirackiego. Dzięki ten bramce Jacek skompletował hat-tricka, a jego zespół ostatecznie wygrał mecz 4:7, zapewniając sobie udział w Pucharze Ligi Fanów.

2
13:00

Spotkanie Bonito Warszawa z Energią decydowało o tym jak rozłożą się medale w drugiej lidze. Gospodarze by mieć jeszcze szansę na podium musieli wygrać. Gościom by zapewnić sobie drugie miejsce wystarczył remis. Od początku stawka spotkania determinowała wydarzenia na boisku. Każda z ekip walczyła niemal o każdy centymetr boiska i przyjemnie się oglądało to spotkanie. Skuteczniej w mecz weszli goście, którzy prowadzili po dwóch znakomitych akcjach 0:2. Bonito Warszawa z każdą minutą jednak grało trochę lepiej i efektem tego była bramka kontaktowa. Od stanu 1:2 mimo kilku znakomitych okazji wynik nie ulegał zmianie. W przerwie pełna mobilizacja w obu sztabach i drugie 25 minut zapowiadało się pasjonująco. Dosłownie chwilę po wznowieniu gry Kuba Grzeszak wyrównał. Od tego momentu inicjatywę przejęli gospodarze. Energia jakby miała z tyłu głowy, że remis wystarczy do medali i w tym fragmencie meczu cofnęła się do defensywy. Grę w ofensywie Bonito nakręcali Konrad Szkopiński i Diego Deisadze. I właśnie ten duet dał prowadzenie swojemu zespołowi. Energia jednak przetrwała słabszy okres i ponownie starała się opanować sytuację w meczu. W ataku szalał Heorhii Parnitskii, który strzelił dwie bramki i mieliśmy ponownie prowadzenie Energii. Końcówka niezwykle emocjonująca. Gdy Bonito strzeliło bramkę na 5:5 wydawało się, że jest po meczu, ale zaraz po wznowieniu Diego Deisadze wziął futbolówkę i samotnie ruszył na bramkę. Mocnym strzałem pokonał Michała Sobieralskiego i to Bonito w jednej chwili wróciło z piekła do nieba. Energia jeszcze próbowała jednej akcji mając trzydzieści sekund do końca, ale to gracze w niebieskich trykotach mogli się cieszyć z trzech punktów, choć ostatecznie - poza satysfakcją - medali im to nie przyniosło...

3
13:00

“To już jest koniec, nie ma już nic, jesteśmy wolni, możemy iść” - każdy zna ten fragment kultowego utworu w wykonaniu Elektrycznych Gitar. Nic dziwnego, że nucili go również zawodnicy podczas ostatniej kolejki Ligi Fanów, wiedząc, że wszystko co dobre, szybko się kończy. W szczególnie dobrych nastrojach sezon kończyli Gracze Gorszego Sortu, którzy jeszcze przed startem ostatniej serii gier byli pewni mistrzostwa drugiej ligi. Heroiczny bój o utrzymanie toczyła za to ekipa Orzełów Stolicy, ale ostatecznie nie zdołali osiągnąć swojego celu. Należy jednak docenić ich walkę do samego końca, ponieważ mimo znacznie skromniejszej kadry od rywali z zespołu GGS, a także innych ambicji wynikających z układu tabeli, potrafili stawić czoła świeżo upieczonym mistrzom. Również ze względu na brak ławki rezerwowych, Orzeły Stolicy rozpoczęły mecz w mocno defensywnym szyku, stawiając na grę z kontry. W ataku pozycyjnym dobrze odnajdywali się gospodarze, którzy otworzyli wynik spotkania - Kulesza składną akcję GGS-u zakończył celnym strzałem z dystansu. Gdy było już 2:0, sygnał do odrabiania strat dał kapitan gości, lobując bramkarza rywali po uderzeniu piłki głową. To również Jan Wnorowski zdołał wygrać przebitkę z golkiperem przeciwnika, doprowadzając do wyrównania. Do końca pierwszej połowy strzelali już tylko rozpędzeni zawodnicy gości. Półprzewrotką trafił Miłkowski, a następnie zatańczył z bramkarzem i zaliczył dublet. Klasycznego hat-tricka skompletował natomiast Wnorowski, który wykorzystał jedną z kontr swojej drużyny. Mistrzowie w drugiej połowie wzięli się za odrabianie strat. Zza pola karnego trafił Waszak, wykorzystując efektowne podanie piętą od Kuleszy. Uzdolniony technicznie asystent zdobył także bramkę kontaktową. Niemniejsze umiejętności zaprezentował Wnorowski, gdy ponownie Orzeły Stolicy odskoczyły rywalom. Gol Kuleszy i Waszaka z rzutu karnego sprawiły, że zrobiło się 6:6. Zmotywowani goście przechylili jednak szalę na swoją korzyść i ostatecznie spotkanie zakończyło się wynikiem 7:9.

4
15:30
( 3 : 5 )
4 : 12
Raport

Bonito Warszawa na koniec sezonu podejmowała zdegradowaną ekipę Orzełów Stolicy. Gospodarze w tym sezonie na pewno liczyli na więcej, ale niestety słabsza pierwsza runda spowodowała, że musieli zadowolić się walką o trzecie miejsce. Szanse na awans były iluzoryczne i musiało zostać spełnione kilka wariantów. Orzeły z kolei mając spore problemy w pierwszej rundzie spadli z ligi, ale chcieli w dobrym stylu zakończyć sezon. Pierwsza połowa to bardzo dobra postawa gości, którzy grali dobrze w defensywie i szukali swoich szans w ataku. Trójka w ataku Szkopiński, Grzelak i Deisadze robiła sporo zamieszania w szykach obronnych gospodarzy. Już po kilku minutach Bonito prowadziło 0-2, następnie 1-3. Co prawda dość niespodziewanie gospodarze szybko wyrównali, ale jeszcze przed przerwą Diego Deisadze dwukrotnie pokonał bramkarza Orzełów i na pauzę schodziliśmy przy wyniku 3-5. Po zmianie stron liczyliśmy, że wynik nadal będzie na styku. Jednak nie wiemy dlaczego gospodarze nagle stanęli, a Bonito zaczęło grać znakomicie i przede wszystkim skutecznie. W ataku brylował Konrad Szkopiński, który strzelał, dogrywał i w zasadzie był w tym spotkaniu najlepszym graczem gości. Team Jana Wnorowskiego nie miał już tyle pary co w pierwszych 25 minutach i to spowodowało, że wynik nam się w tym spotkaniu rozjechał. Ostatecznie skończyło się 4:12, co pokazuje jaką przewagę w drugiej połowie miało Bonito Warszawa. 

5
19:00
( 0 : 5 )
2 : 14
Raport

Zespół Ukranian Vikings miał do ugrania naprawdę wiele trofeów w spotkaniu z Eternisem. Zwycięstwo dawało tej ekipie srebrne medale 2.ligi, ale do załatwienia były jeszcze kwestie indywidualne, bo w wielu klasyfikacjach wysoko był Yeugen Sirotenko. Zastanawialiśmy się, czy dawno pogodzony ze swoim losem Eternis będzie w stanie postawić się faworytowi, no ale gdy widzieliśmy, że skład tej ekipy zbiera się dość wolno, to gdzieś w głowie zaświtała nam myśl, że to może się dla nich skończyć bardzo źle. No i co to dużo pisać – wynik 14:2 mówi wszystko. Zawodnicy z Ukrainy byli o kilka klas lepsi, regularnie dziurawili siatkę bezradnego Rafała Grzywacza, a królami polowania byli przede wszystkim Arsen Oleksiv (aż siedem asyst!) i wspomniany Yeugen Sirotenko, który zanotował łącznie aż dziesięć goli! Z kolei Eternis swoje pierwsze trafienie zdobył dopiero przy stanie 0:11, potem udało mu się jeszcze raz zaskoczyć Eduarda Vakhidova, ale to było wszystko, na co było stać drużynę Kamila Leszczyńskiego. Przegrani skończyli więc sezon na przedostatnim miejscu w tabeli i pewnie chcieliby o nim jak najszybciej zapomnieć. Problemy kadrowe powodowały, że ten zespół często nie był po prostu konkurencyjny dla swoich oponentów. Trzeba to wszystko poukładać przez wakacje, postawić na ludzi, którzy na pewno będą przyjeżdżali, bo wówczas Eternis znów będzie grał o wyższe cele, do czego jest predestynowany. Z kolei ekipie Ukranian Vikings gratulujemy zwycięstwa i tego, że zgarnęli ostatecznie drugie miejsce na koniec rozgrywek. Swoją postawą w drugiej części sezonu jak najbardziej na to zasłużyli i z niecierpliwością czekamy na nich w 1.lidze, gdzie dla nikogo nie będą chłopcami do bicia.

6
19:30

Jak na mecz drużyny, która już dawno pożegnała się z grą w 2-giej Lidze Fanów, czyli FC Górki, z ekipą, która ów byt miała zapewniony kilka godzin wcześniej, czyli Orlikiem Mokotów, działo się tutaj bardzo wiele, łącznie -  w naszej ocenie - z niepotrzebnymi wydarzeniami. Spotkanie piłkarsko było bardzo wyrównane i niesłychanie zacięte, biorąc pod uwagę brak ciężaru konsekwencji za wynik. Zaczęło się od asysty Marcina Godlewskiego do Jarka Tkacza, który z zimną krwią pokonał golkipera rywali. Popularny „MaGo” nie zadowolił się jednak tylko asystą i przy kolejnej akcji, przeprowadzonej przez Rafała Szałowskiego, osobiście wpisał się na listę strzelców, podwyższając na 2:0. Orlik w końcu się przebudził i do końca pierwszej odsłony oglądaliśmy bardzo ciekawą wymianę ciosów – dosłownie i w przenośni… Najpierw indywidualna akcja Patryka Borowskiego na 2:1, a następnie dwójkowa akcja duetu Albert Ciółkowski i Tomek Hubner, gdzie drugi z wymienionych Panów był autorem trafienia na 2:2. W odpowiedzi obejrzeliśmy bramkę jednego z najbardziej doświadczonych duetów w Lidze Fanów, a mowa o Rafale Szałowskim, który podawał do Przemka Dolegi, a ten w swoim stylu pewnie wykończył akcję na 3:2. Pierwsza połowa zakończyła się jednak remisem, gdy po pewnym wykonaniu rzutu karnego na liście strzelców zameldował się Tomek Hubner. Przed gwizdkiem kończącym tę cześć potyczki doszło do rękoczynów, w których dwóch graczy z przeciwnych drużyn dosłownie skoczyło sobie do gardeł. Zostali szybko rozdzieleni i ukarani żółtymi kartkami, gdyż po incydencie pokazali ostatecznie klasę, przeprosili się nawzajem i podali sobie ręce. Niemniej takie obrazki nie powinny mieć miejsca na boisku. Po zmianie stron spotkanie było bardzo wyrównane, a po raz pierwszy w tym meczu na prowadzenie wyszła ekipa z Mokotowa. Miało to miejsce za sprawą akcji Arka Urmanowskiego, który celnym podaniem dostarczył piłkę pod nogi Patryka Hermanna, a ten potężnym strzałem pokonał bramkarza Górki. Do końca meczu każda bramka była ripostowana trafieniem przeciwników, o czym najlepiej świadczy przebieg wyniku: 3:4, 4:4, 4:5, 5:5, 5:6, 6:6. Szczególnej urody było trafienie Jarka Romańczuka na 6:6, gdy po podaniu Dominika Nizio minął bramkarza dryblingiem i ze spokojem wpisał się na listę strzelców. Gdy wydawało się, że w tym meczu dojdzie do podziału punktów, sytuacje odmienił popis umiejętności Rafała Szałowskiego, którego ładny strzał w ostatnich sekundach meczu ustalił rezultat na 7:6. FC Górka chciała zakończyć sezon z przytupem i udało się. Orlik Mokotów utrzymał się, mimo porażki, w 2-giej Lidze Fanów.

Reklama